XV zimowy spływ kajakowy Wel 2015

Utworzono .

b_150_100_16777215_00_images_stories_spyw_kajakowy.jpgTowarzystwo Miłośników Ziemi Lubawskiej zaplanowało zorganizowanie kolejnej już edycji – XV Ogólnopolskiego Zimowego Spływu Kajakowego na pierwszy tydzień marca 2015. Perturbacja z pogodą jakie w poprzednich latach często komplikowały organizację, zostały zminimalizowane przez ustalenie stałego terminu na pierwszy tydzień marca.

Rozesłano zaproszenia na XV Zimowy Spływ rzeką WEL.

Kajakarskie portale internetowe zamieściły komunikaty o planowanym zimowym spływie. Tradycyjnie już zimowy spływ podzielono na trzy odcinki rzeki Wel. W piątek 6 marca na pierwszym odcinku z Podciborza do Lidzbarka Welskiego wystartowało 15 kajakarzy.

Trasa w miarę przyjazna, pogoda prawie wiosenna, wprost zachęcała do aktywnego wiosłowania. Po zimie nie było śladu, stan wody w rzece raczej niski, ale to wcale nie przeszkadzało braci kajakarskiej w dzielnym pokonywaniu powalonych w rzece drzew.

Nasz Wel ponownie zaskoczył swoją zmiennością, pojawiło się sporo nowych przeszkód w postaci powalonych drzew, lecz przy dobrej współpracy grupy, wszyscy bezpiecznie pokonywali przeszkody.

Dopływając w okolice Lidzbarka, pod mostem drogowym, stwierdziliśmy zanik bystrza, zginęły kamienie z koryta rzeki, które tworzyły piękną rafę kamienną i ciekawe bystrze. Po śladach można domyślać się, że ktoś wykorzystał kamienie do umocnienia brzegów przy moście, lecz działania te poraniły naszą rzekę.

A mogło pozostać tak pięknie i naturalnie jak na innych bystrzach.

Zadowoleni, z uśmiechem na twarzach kajakarze zakończyli pierwszy etap przy młynie w Lidzbarku. Po uporządkowaniu sprzętu i posileniu się gorącym posiłkiem, ekipa wodniaków powróciła do bazy.

Tegoroczną bazę stanowiłob Kacze Bagno – miejsce inicjatyw pozytywnych.

Drugi dzień spływu rozpoczął się zgodnie z planem i grupa 20 kajakarzy stawiła się na starcie w Kurojadach.

Po krótkiej odprawie i zabezpieczeniu sprzętu wodniacy ruszyli z Kurojad w stronę Chełst, po drodze pozdrawiając wędkarzy. Część kajakarzy postanowiła pomimo niskiego stanu wody w rzece spłynąć próg w Chełstach.

Kolega Sławek z Brodnicy pokonując próg utracił wiosło, które się zablokowało pomiędzy kamieniami, lecz nie poddał się i ponownie pokonał próg wiosłując rękoma i odzyskał swoje wiosło.

Przed nami najtrudniejszy odcinek słynne Piekiełko, które zawsze żąda ofiar.

Okazało się że prawie wszyscy uczestnicy pokonali przełomowy odcinek na sucho – bez kabin.

Na „esce” jak zwykle „loża szyderców" ocenia zmagania kolejnych kajakarzy, głośno komentując i dopingując kolegów pokonujących przełom.

Okazało się że odcinek poniżej przełomu, do mostu na Straszewy pokonał kilku kajakarzy. Tak jak zawsze Wel odebrał należną mu ofiarę.

Spływ kończymy przy moście drogowym w Trzcinie.

W drugim dniu spływu uczestnicy zaliczyli 4 kabiny, niezły wynik.

Wszyscy zadowoleni, że udało się spłynąć całą trasę. Po posiłku wracamy do Kaczego Bagna na odpoczynek.

Po kolacji odbyła się prezentacja zdjęć nakręconych z dwóch pierwszych etapów oraz filmu ze spływu z 2012 roku, który zmontował kolega Włodek z Bydgoszczy. Wyszedł mu całkiem sympatyczny film, który obejrzeliśmy z zainteresowaniem.

W niedzielny poranek wyjeżdżamy do Kulig, aby od mostu drogowego rozpocząć ostatni odcinek spływu. Pogoda prawie wiosenna, zimne podmuchy wiatru, trochę psują nastrój, ale z uśmiechami na twarzach ruszamy na wodę.

Przeszkód niewiele, niski stan wody w rzece utrudnia pokonywanie przeszkód, ale od czego jest kajakarska solidarność. Pomagamy sobie wzajemnie pokonać zatory z powalonych drzew. Po drodze robimy krótki przystanek w Jakubkowie, aby pokazać kolejne magiczne miejsce na ziemi lubawskiej.

Dworek „Lambertówka” zrobił duże wrażenie na wodniakach, jednogłośnie stwierdzono, że zasługuje na określenie jako miejsce magiczne.

Ciesząc się słonecznymi promieniami, dopływamy do elektrowni wodnej w Kaczku, gdzie kończymy trzeci ostatni odcinek XV Zimowego Spływu rzeką Wel. Gospodarz obiektu – przyjaciel wodniaków pan Czapliński przygotował obiekt na nasze przybycie. Przygotowujemy małe ognisko, posilamy się pieczoną kiełbaską popijając gorącą kawę i herbatę. Pakujemy sprzęt na przyczepy, trochę szkoda że tak szybko mija czas i trzeba wracać do prozy życia codziennego. Już snujemy plany kolejnych wypraw wodniackich.

Marek Połomski – uczestnik spływu.