Spływ kajakowy Kanałem Elbląskim w relacji uczestników

Utworzono .

b_150_100_16777215_00_images_stories_2010.06.19_kajaki_na_pochylni.jpgSpływ kajakowy z okazji 150-lecia Kanału Elbląskiego

Stowarzyszenie Łączy Nas Kanał Elbląski Lokalna Grupa Działania w dniach 18-20 czerwca 2010 r. zorganizowało Spływ kajakowy z okazji 150-lecia Kanału Elbląskiego na ponad 60-cio kilometrowej trasie Elbląg – Miłomłyn.

To był mój „podwójny pierwszy raz” – pierwszy spływ kajakowy jaki współorganizowałam i w jakim uczestniczyłam. Doświadczenie trudne, ciężkie, ale jednocześnie bardzo satysfakcjonujące. Na co dzień jestem pracownikiem Biura Stowarzyszenia i walczę z „wiatrakami” – czyli od strony merytorycznej zajmuję się tworzeniem, realizacją i rozliczaniem projektów finansowanych ze środków Unii Europejskiej. Z jednego z realizowanych obecnie projektów „Funkcjonowanie Lokalnej Grupy Działania, nabywanie umiejętności i aktywizacja” finansowanego ze środków Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007–2013 zorganizowany został spływ kajakowy. Jak widać coś z tej walki z wiatrakami czasem wychodzi :).

Pierwszego dnia rozpoczynaliśmy spływ na rzece Elbląg. Było 78 osób – uczestników z komandorem, obsługą ratowniczą i lekarską. Grupa mieszana pod względem wiekowym i doświadczenia kajakowego. Po kilku kilometrach wpłynęliśmy – jak się później okazało – na najtrudniejszy odcinek spływu – jezioro Drużno. Stanowi ono przepiękny rezerwat przyrody, miejsce lęgu wielu gatunków ptaków wodnych. Jednak jakie ono piękne, takie niedostępne dla kajakarzy. Z nieba lał się skwar, wiatr mocno burzył wodę i skutecznie utrudniał płynną przeprawę. Dla początkujących było to wyzwanie ogromne. Niektórzy pływali - jak to określił jeden z uczestników „jak pijane zające” od brzegu, do brzegu, przez co mocno eksploatowali swoje siły, pokonując dużo dłuższy dystans. Zarośnięte trzciną brzegi jeziora stanowiły dodatkową przeszkodę w szybkim powrocie na właściwy tor. Udało nam się przeprawić przez Drużno i dotrzeć do spokojnego odcinka Kanału Elbląskiego. Mocno zmęczeni z nieskrywaną radością dopłynęliśmy do pierwszej na Kanale – pochylni Całuny. Jak ogromne było nasze rozczarowanie, gdy okazało się, że przez nasze spóźnienie nie zdążyliśmy przed zamknięciem pochylni. Zamiast odpoczynku czekało nas kolejne duże wyzwanie – własnoręczne wciąganie kajaków pod niemałą górę. Nie było wyjścia – trzeba było zagryźć wargi i znaleźć w sobie siły, żeby kajak wciągnąć. Z górki poszło nam już szybciej. Po chwili z mieszanymi uczuciami wsiadaliśmy ponownie na kajaki, by płynąć dalej. Na szczęście do przepłynięcia pozostało tylko 1,5 km do kolejnej pochylni – Jelenie. Na docierających do miejsca mety pierwszego etapu czekali już współorganizatorzy, którzy umęczonych uczestników wyciągali na brzeg. Tam czekał na nas smaczny i ciepły (mimo prawie 2-godzinnego opóźnienia) obiad. Później zostało tylko przewiezienie do miejsca noclegu – Bazy Rekreacyjno-Biwakowej przy dolnym stanowisku pochylni Buczyniec. Rozbiliśmy namioty, przy muzyce i ognisku zjedliśmy kolację. Tego wieczoru jeden z najweselszych uczestników spływu, pan Stanisław, podczas droczenia się z muzykantami wymyślił hasło, które stało się naszym wspólnym okrzykiem spływowym: „mało i za wolno”. Jednak większość uczestników nie miała siły na zabawy taneczne. Pierwszego wieczoru najwięcej pracy miała też nasza pani doktor Lidia, która serwowała dla „opalonych za mocno” Pantenol. O 24:00 w namiotach zapanowała cisza – wszystkich z wyjątkiem namiotu pana Stasia, który do samego rana opowiadał dowcipy. Na zakończenie dnia, a właściwie powitanie nocy zaczął padać mocny deszcz. Kilku uczestnikom przemokły namioty.

Drugiego dnia po śniadaniu i spakowaniu bagaży rozpoczęliśmy dalszą drogę od atrakcji, która nas poprzedniego dnia ominęła – czyli od przeprawy kajakowej przez pochylnię – tym razem Buczyniec. Przeprawa się udała, po niej wpłynęliśmy na spokojny odcinek Kanału Elbląskiego. Po drodze przepłynęliśmy przez jezioro Piniewo. Kiedy komandor oznajmił, że mamy już za sobą połowę trasy wszyscy byli zdziwieni. W Rybakach grupa kilkunastu osób odłączyła od nas i dalszą trasę pokonała samochodem. Wytrwalszym pozostała jeszcze do przepłynięcia część jeziora Ruda Woda. Drugi dzień okazał się najlżejszym w trzydniowym spływie. Słońce nie świeciło za mocno, wiatru prawie nie było, a uczestnicy nabrali już trochę ogłady w sterowaniu kajakiem i wiosłowaniu. Co chwila słychać było: „lewa, prawa, lewa, prawa…”. Spływ był na tyle sprawny, że tym razem byliśmy na miejscu na prawie dwie godziny wcześniej, niż planowaliśmy. Zanim dojechał obiad zdążyliśmy rozbić namioty na nowym miejscu noclegu –polu namiotowym pani Julity nad samym brzegiem jeziora Ruda Woda w miejscowości Wilamowo. Wieczorem przy ognisku i muzyce było wesoło. Na polu namiotowym była także grupa Romów, która się do nas przyłączyła. Tańce i zabawa trwały do północy. W trakcie wieczoru doczekaliśmy się także występu romskiego zespołu dziecięcego – w projektach unijnych nazywa się to „wartością dodaną”.

Trzeciego i ostatniego dnia spływu mieliśmy do przepłynięcia najkrótszy – 18 km odcinek trasy. Mimo wczorajszych tańców wszyscy najedzeni, spakowani, pełni sił i zapału na 10:00 stawili się na odprawę. Płynęliśmy spokojnie, każdy kajak swoim tempem, pod czujnym okiem ratowników wodnych, oczywiście w klamrach, którzy tworzyli komandorzy, panowie: Marek Weckwerth i Krzysztof Wiśniewski. Przepłynęliśmy 10 km odcinek jeziora Ruda Woda, część Kanału Elbląskiego na przemian z mniejszymi jeziorami. Tempo mieliśmy dobre, więc chętni mogli dodatkowo przepłynąć jednym z najbardziej malowniczych i urokliwych zakątków na tej trasie –tzw. Kanał Bartnicki. Spływ zakończył się kolejną atrakcją – śluzowaniem w Miłomłynie. Wszyscy chętni śluzowani byli dwukrotnie, najpierw w dół, potem w górę. Po przeprawie wodnej uczestnicy udali się na uroczysty obiad. Po nim nastąpiło wręczenie nagród i podsumowanie spływu. Prawie wszyscy –zgodnie z naszym hasłem: „mało i za wolno” deklarowali udział w kolejnym spływie Kanałem Elbląskiem –tym razem w drugą stronę z Miłomłyna do Elbląga.

Jako organizator i uczestnik obawiałam się 3 rzeczy:
•    złej pogody –prognozy śledziłam przez dwa tygodnie – nie były zbyt dobre – jednak, jak zwykle bywa, nie sprawdziły się,
•    wywrotek –kajak w moim wyobrażeniu był bardzo chybotliwym środkiem transportu, na którym bardzo trudno utrzymać równowagę – a podczas trzydniowego spływu nikt nie miał z tym problemu; jedyne wywrotki jakie widzieliśmy były mistrzowsko wykonane przez pana Andrzeja, który jak na ratownika przystało na kajaku czuł się jak ryba w wodzie
•    braku siły – na szczęście przez cały czas płynął ze mną w jednym kajaku mąż, miałam więc przywilej dodatkowych przerw w wiosłowaniu.

Żadna z obaw się nie sprawdziła. Spływ się udał -z pewnością duża w tym zasługa pana Adama Kopiczyńskiego z Nowego Miasta Lubawskiego, który był jego pomysłodawcą, zapewnił nam kajaki, odpowiadał za transport uczestników i bagaży, w każdym momencie służył pomocą.

Z całej pierwszej eskapady kajakowej oprócz wrażeń, wspomnień, anginy i nowych znajomych mam też dokładną wiedzę, co trzeba udoskonalić, aby kolejny spływ był mniej problemowy, a bardziej atrakcyjny. Polecam więc wszystkim organizatorom aktywne uczestnictwo we własnych przedsięwzięciach.  Na pytanie co najbardziej zapamiętam ze spływu jak większość osób odpowiadam –przeprawę na piechotę z kajakiem przez pochylnię Całuny i pana Stasia.

Kanał Elbląski jest jednym z dłuższych szlaków żeglownych w Polsce. Stowarzyszenie oznakowało szlak na całej długości 121 km. Kanał to unikatowy zabytek architektury i hydrotechniki. Niezwykła dla tego szlaku jest podróż statkiem – w tym wypadku - kajakiem po trawie, dzięki funkcjonującym od 150–lat pochylniom. Naszym zamysłem było przekonanie kajakarzy, że Kanał Elbląski to ciekawy i atrakcyjny szlak do organizacji spływów kajakowych. Czy nam się to udało – czas pokaże.

W imieniu organizatorów dziękuję uczestnikom spływu za wytrwałość, a realizatorom za ciężką pracę.

Współorganizatorka – kajakowa amatorka
Jolanta Gadomska – Kierownik Biura
Stowarzyszenia Łączy Nas Kanał Elbląski LGD